powroty

Tadam! Cała trasa z Wrocławia do P przejechana własnoręcznie przeze mnie w cztery i pół godziny, co jest wynikiem nieco tylko gorszym od wyniku małżonka. Schudłam, a jakże! Odwodniłam się, a jakże, ale po dwóch latach od zdobycia prawa jazdy WRESZCIE to zrobiłam. Teraz jeszcze tak z pięć razy muszę ją przejechać z chłopem u boku aby nabrać pewności, że zdołam ją pokonać sama.
Dawniej było mi smutno, gdy wracałam do Wro z wakacji czy weekendowych wypadów. Teraz, powroty do domu są radosne. „Nareszcie w domu” mruczę pod nosem. I nie przeszkadza mi, ze na podwórku jest potop. Ani że w domu jest 15 stopni, bo w piecu niepalone. Nic mi w moim domu nie przeszkadza.
To miłe uczucie – tak się co pewien czas przekonywać, ze się naprawdę posłuchało głosu serca a nie jakiegoś chwilowego zaburzenia świadomości i wybrało w zgodzie z sobą, pomimo wszystkich trudności, jakie się z tym wyborem wiążą.
Zresztą, jest jeszcze druga strona medalu. Sytuacja na froncie rodzinnym trudna, ujmując rzecz najłagodniej. Gdybym tam nadal mieszkała, znowu uginałabym się pod brzemieniem oczekiwań; w zależności od dnia byłabym mediatorem, opiekunką, chłopcem do bicia albo ostatnią deską ratunku. Te 400 kilometrów działa jak bufor. Staram się wypełniać swoje obowiązki, bo taką mam naturę / potrzebę, ale działanie z własnej woli to coś całkowicie innego niż działanie pod presją.
Chyba przyszedł ten czas, kiedy człowiek musi się mierzyć z chorobami, śmiercią i samotnością swoich najbliższych. Wolałabym, żeby przyszedł później, stopniowo i po kolei, jak wymyśliła natura. Ale tak nie jest, więc powoli – bardzo powoli i opornie – oswajam się z myślą, że muszę sobie z tym poradzić. Wolałabym, żeby nas tego uczono w szkole. Opieki nad starszymi i samotnymi, radzenia sobie z chorobą, starością i odchodzeniem, radzenia sobie z własnym bólem, wyznaczania granic, żeby chronić własne zdrowie psychiczne. A tak – trzeba działać po omacku, uczyć się na błędach. Problem w tym, że to są błędy nieodwracalne – nie można ich naprawić, zadośćuczynić, bo już nie ma komu.
Dlatego jestem taka milcząca, nie umiem jeszcze uporządkować własnych myśli i uczuć, uciekam w zajęcia fizyczne bo pisanie = myślenie a myślenie bywa bolesne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „powroty

  1. ~Smalpit pisze:

    Jesteś Wielka w swej mądrości…

    • ~Aga-ta pisze:

      Jak mam doła albo mi smutno to słucham ELENI
      Posłuchaj na YU” S.O.S. Na pomoc Człowiekowi” lub Amazing grace= nim świt obudzi noc
      Życzę więcej wiary w SIEBIE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>