niby śmiesznie, ale w sumie strasznie

Niebezpiecznie wydłuża się moja lista istot żywych do ukatrupienia, a moja pacyfistyczna jak dotąd natura ulega groźnym przeobrażeniom.

Zaczęło się od psa. Najpierw mi porwał w strzępy agrowłókninę na hortensjach wyrywając przy tym połowę krzaczków. Zabezpieczyłam je ponownie i włókniną, i siatką. Potem mi zjadł 35 pierniczków norymberskich upieczonych w prezencie dla całej rodziny. Wyrzucony na dwór za karę, ponownie rozwalił mi hortensje, a mężowi łopatkę do karmienia świniaków.

Dziś do szału doprowadził mnie katecheta. Nie mogę się za bardzo rozpisać w temacie, ale facet nie ma pojęcia o uczeniu dzieci a wiedza, którą przekazuje jest niedostosowana do wieku dzieci. Dość powiedzieć, że mi dziecko robi od miesiąca histerię na temat śmierci. A w zeszycie od religii golgoty, korony cierniowe, gwoździe i tym podobne atrakcje. Uznałam, że zamiast walczyć z wiatrakami, po prostu wypiszę ją z religii, póki mi ten kraj daje w ogóle możliwość wyboru. Chciałam pana poinformować grzecznie o powodach mojej decyzji. A ten poczerwieniał jak burak i powiedział, że właśnie zrezygnowałam z chrześcijaństwa. Po czym wszelkiej rozmowy odmówił.

Wobec powyższego jestem właśnie na etapie listu do proboszcza uzbrojona po zęby w ustawy i rozporządzenia. Oby się na tym skończyło. Bo jak usłyszę złe słowo na moje dziecko w tym temacie, to przysięgam, że nie ręczę za siebie.

W byciu z zewnątrz piękne jest to, że człowiek jest wolny. Nie łączą go żadne koneksje, zależności, sympatie, znajomi znajomych. Nie ma nikogo, komu trzeba lizać dupę. Tak, mam świadomość, że brak takiego zaplecza wiele utrudnia, bo niczego „po znajomości” nie załatwisz. Ale daje też ten cudowny komfort bycia sobą i w zgodzie ze sobą.

Ostatnia w kolejce do przerobienia na pasztet jest świnia. Bo wieczorem koncertuje, zamiast spać. Bo jej się własny kocyk nie podoba – jej się podoba kocyk Bagiry albo kolana Nelki. A rusz tylko drzwiami od lodówki – zewsząd usłyszy. Ostatnio popełniła kanibalizm, zlizując z podłogi kawałek pasztetu, ale nie wygląda na sfrustrowaną.

Wczoraj mi małżonek zapodał Labirynt w ramach wieczornej rozrywki. Prawie zeszłam na atak serca ze strachu, a potem pół nocy nie mogłam spać. Ale polecam – świetny thriller. Tylko że o porwaniu małych dziewczynek, więc w efekcie latem moje dziecko nie wyjdzie już samo na podwórko, chyba, że na wiosnę postawię mur i kupię sobie jeszcze dwie Bagiry plus kaukaza do pilnowania obejścia.

Muszę jechać na aerobik, żeby z siebie furię wypocić.

Ps. Jak sobie pomyślę, że katecheta traktuje wypisanie z jego lekcji religii za równoznaczne z apostazją, to jednak mi się nóż w kieszeni otwiera. Kto tych ludzi przygotowuje do uczenia? Jaką oni mają refleksję nad tym, czym jest chrześcijaństwo? Czemu nie można od Dekalogu zacząć? Od tego, ze cały świat jest dziełem Boga i jako taki zasługuje na szacunek? A więc zwierzęta, przyroda i wszyscy ludzie. Że Bóg bywa różnie nazywany – jest Jahwe, i Mahomet, i Budda, ale w istocie jest jeden? Że jest Miłością? Jak się przejawia Miłość? Co jest etyczne? Co jest moralne? Dlaczego nie można rozmawiać z dziećmi o tym właśnie? Zamiast tego jest czytanie Biblii z dosłownością ciemnoty rodem z głębokiego średniowiecza. Kartka podzielona pół: po jednej stronie Królestwo Ziemskie – żądza pieniędzy, żądza władzy i kłamstwo. Po drugiej – Królestwo Niebieskie – Golgota, krzyż, Jezus z dziurami na ciele i korona cierniowa. Moje dziecko NIC nie rozumie. „Ludzie są dobrzy, mamusiu, prawda?” – pyta mnie na dzień przed przyjściem Mikołaja. „Wy nie umrzecie, prawda?”. „Dla mnie wy jesteście ważniejsi niż Bóg, a ksiądz mówi, że Bóg jest najważniejszy”. I płacze. Płacze, zamiast obstawiać, co też jej Mikołaj przyniesie.

Tak wiem, że ona jest nadwrażliwa. I że pewnie połowa klasy wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Ale nie zmienię jej. Szanuję jej uczucia, widzę jak się boi, widzę, że myśli jej wędrują w jakichś strasznych kierunkach. Za wcześnie. O wiele za wcześnie.

Więc ja ją nauczę własnej religii. W mojej religii ludzie są z natury dobrzy. Ludzie się kochają. Ludzie są zdolni do olbrzymiej odwagi i poświęceń. W mojej religii ludzie mają prawo się różnić. W mojej religii ludzie są po to, aby budować dobry i piękny świat. Nawet jeśli mikroskopijny. W mojej religii Bóg jest dobry. Nawet jeśli w to nie wierzę, to bardzo chciałabym wierzyć. Amen.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „niby śmiesznie, ale w sumie strasznie

  1. ~Monika pisze:

    Zrezygnowałam z religii w drugiej albo trzeciej klasie liceum. Nagle dla pani katechetki stałam się uczniem, którego ledwo zauważało się na korytarzu i odpowiadało dzień dobry. Chyba, że akurat miała wenę dla kazań jak zła jest moja decyzja. Jakoś nie wyrosłam na menela, psychopatę i wyznawcę zła. O zgroza ta pani potem została dyrektorem szkoły.
    Pozdrawiam serdecznie.

  2. ~Aśka pisze:

    U nas w szkole jest taki „zwyczaj”, że katachetka rozdaje dzieciom karteczki z różańcem, kalendarz adwentowy, drogę krzyżową itp. w zależności od świąt w roku i dzieciaki latają do kościoła, żeby mieć jak najwięcej i dostać lepszą ocenę z religii, ponieważ ja pracuję do dość późna, więc nie chodzimy na tego typu „zaliczacze”, gdyż nie mam na to po prostu czasu (a po tym nie jestem aż tak gorliwą katoliczką), kiedy katechetka kiedyś zapytała mnie dlaczego Ola nie chodzi na wyżej wymienione i w odpowiedzi usłyszała, jak jest, zaczęła moralizować, więc krótko jej odpowiedziałam, że jeśli jej tak bardzo zależy na tym to niech przychodzi po moje dziecko i sama zabiera moją córkę do kościoła, bo ja nie mogę sobie pozwolić na zwolnienie z pracy, od tego czasu jest spokój i o dziwo wcale córka nie ma gorszych ocen z religii, ale przeraża mnie myśl co będzie za rok, jak będzie musiała iść do komunii, koleżanka, której córka miała komunię w tym roku mówiła, że trzeba latać co chwilę do kościoła…..aaaaaa

  3. ~manzanilla pisze:

    mam dwóipółletniego syna i już teraz się boję, co będzie, jak pójdzie do przedszkola. Już pięciolatki mają religię. Co ja mówię! w żłobku, do którego chodzi młody, tytuł gwiazdkowego przedstawienia to „jak zwierzęta witały Jezusa”. w świeckim, państwowym żłobku! no czy to nie mogłoby być coś o Mikołaju? My z rozmysłem NIE zapiszemy młodego na religię. jak będzie chciał, to proszę bardzo – w gimnazjum może sobie iść:) ale obawiam się, czy nie będzie jedynym niereligijnym w okolicy. Przykłady wśród znajomych są różne – jest klasa, w której 1/4 dzieci chodzi na etykę, ale jest i grupa przedszkolna, w której na religię miało nie chodzić kilkoro dzieci, a chodzą wszystkie, również niechrzczony syn naszych przyjaciół.

  4. ~Pi pisze:

    Może trzeba porozmawiać z dyrektorem? Byłam ostatnio u księdza, razem z moim bratem mamy być rodzicami chrzestnymi. Brat jest po ślubie jedynie cywilnym(Marzy im się kościelny ale chcą uzbierać pieniadze na wesele). Ksiądz poinformował mojego brata, że chrzestnym być nie może ponieważ nie ma ślubu kościelnego! Satysfakcja w jego głosie, że jest ponad nami… bez komentarza..

    • ~Aśka pisze:

      no właśnie i oni się później dziwią, czemu ludzie odchodzą od Kościoła, zawsze mi się wydawało, że Kościół powinien jednoczyć ludzi, a większych podziałów niż w Kościele nie spotkasz nigdzie indziej…

  5. ~Kasia pisze:

    Podpisuję się wszystkimi kończynami pod Twoim PS.
    Nasza córka nie chodzi na religię od samego początku szkoły. W tym roku jej klasa idzie do komunii. Co słyszymy teraz o sobie? Od siostry katechetki, że skazujemy nasze dziecko na wieczne potępienie (jej koleżanki z klasy chodzące na religię pytają swoich rodziców szczerze przerażone, czy to prawda, że te dzieci, które nie pójdą do komunii będą się smażyć w piekle!!!). A od swojej własnej babci (mojej teściowej) Z. usłyszała, że nie będzie mogła wziąć ślubu!

  6. ~Ewa pisze:

    są ludzie i ludziska, są księża i księża….znam parafie gdzie ludzie na mszę w niedzielę czekają , idą z przyjemnością , młodzież chętnie uczestniczy i pomaga. I znam parafie, gdzie kościół świeci pustkami.

  7. ~malinka pisze:

    Odkryłaś czubek góry lodowej i bardzo dobrze, że przekierowujesz rejs. Zagrożenia dla podświadomości wrażliwego dziecka, jakie niosą ze sobą katolickie farmazony o cierpieniu, poznałam bardzo boleśnie na własnej skórze. I choć zbliżam się do 40-stki, pewnie życia mi nie starczy, by z siebie wykorzenić na dobre te wszystkie głupie uwarunkowania nabyte na drodze „zgłębiania wiary”, które sprawiają, że moje emocjonalność jest częściej źródłem bólu, aniżeli radości. Jedyne, co im zawdzięczam, to chroniczna depresja, wieczne poczucie winy, epizody ostrej neurastenii i skrajne nieprzystosowanie do życia w społeczeństwie. Jeśli tylko możesz ochronić przed tym swoje dziecko, nie wahaj się! Dziś wiem bez najmniejszej wątpliwości: to duchowość jest człowiekowi potrzebna, nie religia. A duchowość (chrześcijańską i każdą inną) praktykuje się w sercu – czyli tam, gdzie żaden nadęty katecheta dostępu nie ma. I alleluja! ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>