bloody środa

Jak co rano poszedł mąż nakarmić świnki i zastał martwego Pana Ładnego i Chrumkę. Szok, bo wczoraj wieczorem nic nie wskazywało na nadejście tragedii. Kazałam mu zapakować truchełka do skrzynki i zawieźć na sekcję. Mamy jeszcze cztery świnki i nie przeżyję, gdy im się coś stanie.

Biedak pojechał najpierw do weta w naszej gminie. Z miejsca usłyszał, że ma zakaz wstępu do lecznicy, bo „będzie śmierdzieć”. Po chwili wyłonił się facet ze skalpelem i zaczął się zabierać do cięcia na dworze. Małżonek znalazł w sobie tyle przytomności, żeby zapytać: „Chyba nie zamierza pan ich kroić tutaj i na moich oczach?” Facet się zdziwił, ale zaraz powiedział, że kroić nie trzeba bo to smoleń. Że co? Taka choroba. No to mąż prosi o łacińską nazwę, żebyśmy mogli podać przyczynę zgonu zagranicznemu hodowcy.

Panie, jaka tam łacina. Smoleń się nazywa w regionie i już.

Jak go zobaczyłam w drzwiach z tymi trupami, to miałam ochotę zabić obu: mojego za brak asertywności, a obcego za brak profesjonalizmu. Jakim cudem dwie niespokrewnione ze sobą świnki umarły jednej nocy na chorobę skóry? No tak na chłopski rozum?

Ja w międzyczasie obdzwoniłam wszystkie lecznice w okolicy w poszukiwaniu eksperta od świń, oczywiście na próżno. Podobno jest ktoś w Jędrzejowie, ale nie ma namiarów w necie. Trzeba jechać, a to kawałek drogi. I – tak a propos tego świętokrzyskiego zacofania, o którym pisałam przy okazji wycieczki do Sandomierza – zmieniłam strategię i zaczęłam obdzwaniać Małopolskę. Bingo.

Wetka faktycznie pokroiła moje maluchy i stwierdziła tylko jeden element wspólny: bakteryjne zapalenie jelita cienkiego. Niestety, jakie to bakterie i skąd, tego się już nie dowiemy. Do tego potrzebne jest laboratorium jak na wrocławskim Uniwersytecie Przyrodniczym, a najbliższy Wydział Medycyny Weterynaryjnej mam w Lublinie. Niemniej – to ma dla mnie jakiś sens – coś zjadły, tylko co? I dlaczego zaszkodziło właśnie im? A może były najsłabsze i dziś w nocy znowu ktoś umrze?

Miałam mieć hodowlę świnek do kochania; oczami wyobraźni widziałam biegające za mną prosiaki; i jak je wysyłam do gospodarstw agroturystycznych w całej Polsce, a szczęśliwi właściciele przesyłają mi zdjęcia. Tak, wiem, nie można się poddawać. Znowu pojadę pod Francję przywieźć rozpłodowego knurka i zabiorę się za wszystko od początku. Ale tak mi źle.

Można się przywiązać do świnek, bardzo. Są niesamowicie pocieszne. A mojego męża uwielbiają. Na jego widok wszystkie stają na tylnych łapkach i kwiczą. A Pan Ładny to była taka świńska wersja Bestii – jestem ciapa i głaszcz mnie.

Wzdech.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „bloody środa

  1. ~Karolina pisze:

    Namiary na weterynarzy w Jedrzejowie- Piotr Kijewski, tel.0662256789
    http://www.vetmedico.com.pl/kontakt,2.html

    Anna Potyńska-Więckowska: tel. 41 386-29-93, 663-205-196

  2. ~Ewa pisze:

    Ja Cię rozumiem , mam dwa psiaki i jakby im się
    coś stało , to mnie by serce pękło.

  3. ~Magda pisze:

    Przykro mi … Mam nadzieję, że reszta stada ma się dobrze. Razem z moimi „stforami” bardzo mocno trzymamy kciuki za Twoje marzenia !

  4. ~Mellon_Collie pisze:

    Bardzo mi przykro. Tak miło się o nich czytało, a tu nagle szok. Kilka lat temu znienacka odeszła na moich oczach moja ukochana kotka, miała tylko 3 lata… wiem, co czujesz, a plany związane z hodowlą na pewno nie ułatwiają przejścia nad tym do porządku dziennego. Mam nadzieję, że reszta świnek jest zdrowa…! Pozdrawiam ciepło…

  5. ~Agata pisze:

    Przykro mi.
    Mam pytanie: dlaczego po swinie jezdzisz do Francji? Jakos tak mi się wydawało, że swin w Polsce dostatek.
    Ciekawa jestem..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>