| toandfroblog |
| ::księga
gości:: 2012 styczeń 2011 grudzień listopad październik wrzesień lipiec czerwiec maj styczeń 2010 grudzień październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień |
styczeń Podłoga jest. Hip hip hura! Jest tak piękna, że będę gościom kazać buty ściągać, choć wiem, że to straszliwe faux pas... Jesteśmy jeszcze we Wrocku w oczekiwaniu na mój egzamin z prawa jazdy, wrrr... a czeka się kurewsko długo niestety. W związku z tym w domu woda spuszczona z rur, żeby nie popękały jak w zeszłym roku, a więc klimat jak w iglo. Przynajmniej według mojego odczuwania ciepła. 3 stopnie na dzień dobry, a 8 po dogrzaniu piecykiem. Spałam w dwóch parach skarpet, dwóch parach spodni, podkoszulku, bluzie, polarze, kapturze, pod dwoma śpiworami i pod kołdrą puchową :-). A i tak nie mogłam zasnąć, bo mi nos odmarzał. Ostatni tydzień upłynął nam na próbie zarejestrowania się w KRUS, gdzie oczywiście problemem numer jeden była moja praca na umowę o dzieło. Czegoż ci urzędnicy nie wymyślą, żeby tylko zamaskować swoją analfabetyczną wręcz nieznajomość ustawy to się po prostu w głowie nie mieści. Musieliśmy wygrzebać wszystkie możliwie papiery sprzed 5 lat – oczywiście poupychane po kartonach Bóg-jeden-raczy-wiedzieć w którym miejscu Polski - odbyć wędrówkę po niekończących się korytarzach ZUSu i dwukrotnie przejechać 800 kilometrów, żeby wreszcie postawić na swoim. A pani w KRUSie taka zalatana, że „nawet jej herbata zdążyła wystygnąć”... Biedactwo. No, ale jest dobrze, choć oczywiście ja - jako posiadaczka ziemska od roku - będę musiała składki uiścić również za poprzedni rok. Poza tym pracy mam multum, bo Premier wdraża w życie swoje expose, więc nowe projekty ustaw spływają strumieniem, a ja jestem przynajmniej na bieżąco. Tomek zakupił psom ubranka, bo choć najpierw planował je wysłać do budy, to teraz mu serce zmiękło i martwi się, że się przeziębią. To będą chyba jedyne ubrane psy wiejskie w Polsce, a my z miejsca zarobimy na opinię dziwaków, ale nawet mnie to nie rusza. Zabawne, że ostatnio spotykam osoby, które mają w naszych okolicach rodzinę, więc wygląda na to, że od wiosny do jesieni będziemy mieli tłumy gości. Pewnie skończy się na zapowiedziach, ale w sumie fajnie by było. toandfro 2012-01-15 16:52:00 skomentuj (3) czy ja kiedyś dorosnę? Na kilka dni przed 36 urodzinami znowu zafarbowałam sobie włosy na błotnią czerń w miejsce laskowego orzecha i znowu spłakałam się jak bóbr na Bezsenności w Seattle. Wpadek z farbowaniem w domu pod wpływem impulsu zaliczyłam już chyba z pięć, a film widziałam jakieś sto pięć razy – i za każdym razem to samo. I tak mi to trudno pojąć... Ciało coraz bardziej bezkolagenowe, bagaż doświadczeń coraz cięższy, a w duszy ciągle to samo głupie i sentymentalne dziecko. toandfro 2011-12-29 23:20:47 skomentuj (9) przedświątecznie Randkujemy. Jesteśmy tak zachwyceni faktem, że mój mąż od poniedziałku jest wolnym strzelcem (czytaj: rolnikiem), że nie możemy się sobą nacieszyć. Więc – Nelka do przedszkola, a my do kina. Tym sposobem mogę z czystym sumieniem polecić Moneyball (klasa) i Wyścig z czasem (niegłupia rozrywka z bardzo dającym do myślenia pomysłem na scenariusz). A potem mąż do dzieciaka, a ja do pracy. Fajnie, choć ta laba nie może potrwać długo, bo nad nami wisi jeszcze milion spraw do załatwienia. Ale taki oddech jest lepszy od wszystkich prezentów świata. A co do świąt. Wizja tego, że już do końca moich dni będę spędzać większość roku w kaloszach i dresie, sprawiła, że dostałam nienaturalnego dla siebie pędu do strojenia się, więc trzy dni świat są mi w tym roku bardzo po drodze. Odgrzebałam już wszystkie sukienki i nabyłam nawet gorset (nie wspomnę, że można by za niego kupić i kieckę i buty i jeszcze na fryzjera by starczyło), dzięki któremu mam wszystko na miejscu. Oszukiwanie grawitacji jest arcy-przyjemne. Co prawda nie pojem w tym gorsecie, ale zamiast kilograma uszek staram się wizualizować Scarlett O’Harę i jej 48 centymetrów w talii po odpowiednim ściśnięciu. Nie wiem, czemu tak walczyłyśmy z gorsetami – nie można im odmówić mocy działania cudów. toandfro 2011-12-21 19:02:30 skomentuj (2) o zbroi bożej Z racji tego, że się przeprowadziłam na drugą stronę miasta i z racji tego, ze czas oczekiwania na egzamin z prawa jazdy masakrycznie się wydłużył, albowiem od przyszłego roku wejdą zmiany, po których zdanie nawet części teoretycznej graniczyć będzie z cudem, wzięłam dodatkowe jazdy u nowego instruktora. Kobieta, na oko w moim wieku. Nawet się ucieszyłam, bo zawsze to inny sposób uczenia i można się czegoś nowego dowiedzieć. I jakoś tak na drugich zajęciach, gdy byłam zajęta manewrem parkowania prostopadłego na uczęszczanej drodze i w dziurce nieco większej od oczka igły, pani instruktor powiedziała mi, że bez zbroi bożej to nie warto w ogóle wychodzić z domu. Początkowo sądziłam, że ma takie pojechane poczucie humoru (i timing zważywszy na fakt, że zajęta byłam niewalnięciem w auto zaparkowane obok), więc mruknęłam po nosem coś w stylu: „No tak, bo wokół same demony”. I to był błąd. Bo moja pani instruktor naprawdę wierzy, że szatan i jego armia śmigają na skrzyżowaniu Bardzkiej z Armii Krajowej, ba! a nawet zaglądają mi do domu, ilekroć sięgam po papierosa. Boziu, ileż ja się nasłuchałam! Że złe moce próbują rozbijać małżeństwa, że moje popalanie papierosów to sprawka szatana, że buddyzm to religia ludzi agresywnych i opętanych przez złe moce, że tylko zbroja boża chroni nas przed demonami, że wystarczy się pomodlić, żeby facet, który cię zostawił w 6 miesiącu ciąży na 2 lata, po czterech dniach wrócił, i ze koniecznie muszę przeczytać książkę o jakiejś porażonej prądem kobiecie, której całej ciało odrosło na skutek bożej opieki. Ja wiem, że każdy ma prawo wierzyć w co tylko mu się podoba, ale … to mi pachnie jakąś sektą. I niechby sobie ta sekta była, gdyby na przykład mogła mi skutecznie wymodlić pozytywny wynik egzaminu. A tak, to ja dostaję w tym aucie rozdwojenia jaźni, bo z jednej strony słucham o demonach a z drugiej próbuję czytać znaki drogowe. I wychodzi na to, że jak zawrócę na sygnalizatorze nakazującym skręt w lewo, to dlatego, że bez zbroi wsiadłam to tego zakichanego auta. Amen toandfro 2011-12-06 13:08:29 skomentuj (11) z serii jak rozbroić córkę Siedzi mój tato naprzeciw mnie, patrzy i patrzy, aż w koncu stwierdza: Wiem, kiedy się urodziłaś, ale tak liczę i liczę i nie mogę uwierzyć ile masz lat, smarkaczu jeden. toandfro 2011-12-02 11:33:32 skomentuj (1) takie tam Internet – rzecz bezcenna. Zwłaszcza, gdy w XXI wieku nie ma się do niego dostępu… Ech, bo na mojej wsi- to tylko radiowy CDMA. Ale w mieście – to tylko mobilny. Żeby działało i tu i tu to już zapomnij. A i tak trzeba poczekać do wiosny, bo sąsiadka mówiła, że jej Internet działa tylko zimą, kiedy nie ma liści na drzewach. Bo jak są, to już nie ma zasięgu. Na TAKIEJ WSI zamierzam mieszkać. Tak, wiem, sama nie mogę w to uwierzyć. Maż mnie zapytał wczoraj czy będę tęsknić za Wrocławiem. Owszem. Jak cholera. Podobno Coffee Heaven nie ma nawet w Tarnowie. Ale do rzeczy: JUPI !!! kupiliśmy samochód. A nie było to łatwe. Bo ja się uparłam przy Volvo, a mąż przy wszystkim innym. To wszystko inne byłoby jeszcze do zniesienia, gdyby się nie zmieniało jak w kalejdoskopie co kilka dni. Była więc Oktawia, i Forrester, i X-trail, i Saab 93, i audi A4, ale jak stanęło na alfie, to uznałam, że małżonek wszedł w kryzys wieku średniego. Bo ja mam dużą tolerancję dla gustów, ale cyniarstwa nie trawię. Pod hasłem „cyniarski” w moim słowniku kryje się snob, który musi innym udowodnić, że ma. Najogledniej mówiąc. A ten mi przez dwa tygodnie wmawiał, że deska rozdzielcza go powaliła na kolana. Byłam jednak arcymiła i zgodziłam się pojechać aż za Poznań, żeby mu naocznie udowodnić, że kupowanie auta dla samej tylko deski rozdzielczej jest lekko mówiąc nierozsądne. Ha! I udało się. Bo w Volvo mamy pełen minimalizm, a w alfie jakieś bajery i szmery i żółta skóra na dokładkę i te ohydne wąskie światła (przepraszam wszystkich właścicieli i fanów alf, no ale… to mój blog). I stanęło na moim. Potem jeszcze musiałam perswadować lubemu, że volvo po liftingu to totalna kaszana i celujemy wyłącznie w stary dobry design z pionowym grillem i kanciastymi kształtami. Ależ! Ależ nowy ma większe lusterka. Ależ nowy jest po prostu nowszy. Ależ nowy ma czujniki cofania. Ależ i ależ. W jednym komisie znaleźliśmy dwa – jeden spełniał moje kryteria, a drugi małzonkowe. Po 5 godzinach stania na mrozie mąż – i tu UWAGA – przyznał mi rację. No czary jakieś, ale naprawdę tak było. Warto było odmrozić sobie palce u stóp. Różowo było jednak tylko do wczoraj, gdy staliśmy w garażu i kontemplowaliśmy nowy nabytek, do którego chyba żaden z naszych psów i szczurów nie będzie miał wstępu. Dziś podczas rejestracji pani z okienka popsuła nam humor na pół dnia, kiedy uznała, że próbujemy ją oszukać pokazując nasze dowody. „Gdzie wy mieszkacie?!” grzmiała. A czemu pani pyta? Ja się pytam i żądam odpowiedzi!!! O nie, ja już wyrosłam z takiego traktowania. Poszło o to, że jesteśmy już wymeldowania ale jeszcze niezameldowani. Prawo daje obywatelowi 3 miesiące na zameldowanie, więc mamy czas do lutego. Przez ten czas mamy ważne dowody, a jak wiadomo w tym kraju dowód jest dokumentem potwierdzającym tożsamość obywatela. Przynajmniej w teorii. Jednak zdaniem pani w okienku osoba w okresie między meldunkami nie może zrejestrować samochodu. Powiedziałam Pani, że będziemy się meldować w Nowej Zelandii, więc potem to już małżonek użył wszystkich wdzięków, żeby w ogóle coś załatwić. Ja – po miesiącu biegania po urzędach – jestem obecnie w takim stanie, że już tylko grożę tefałenem. Bo doprawdy załatwienie najprostszej rzeczy w tym kraju graniczy z cudem. Poza tym po normalnemu. To znaczy – jego nie ma, bo picuje chałupę. Ja jestem i głównie się martwię, zamartwiam oraz usiłuję uzyskać dostęp do neta. Za to Nelka… To materiał na kolejną historię. Ale z braku czasu powiem tylko, że moje dziecko było pasowane na przedszkolaka i jako jedyne miało występ SOLO. Sama na środku sali mówiła wierszyk, a grupa robiła za chór. A ja płakałam rzewnymi łzami. No bo żeby moja mała dziewczynka miała taki talent, to aż … ech słów brak. Aaaa, i jeszcze uczymy się relacji rodzinnych. Kuzyn, syn, siostra, i tak dalej. Na pytanie kim jest Staś dla Tomka (czyli mój teść dla mojego męża) moje dziecko po namyśle odpowiedziało: „Kumplem!” I tak mniej więcej kształtują się relacje w naszej rodzinie. toandfro 2011-11-25 23:29:11 skomentuj (2) Nergal, Palikot i Hołownia Napisałam list do Szymona Hołowni. Gdyby kogoś ciekawiła nasza dyskusja na temat światopoglądu, zapraszam do lektury tu: http://www.newsweek.pl/szymon-holownia/szymon-holownia/dwuglos-o-szczypaniu-katolikow,84166,1,1.html toandfro 2011-11-15 09:02:39 skomentuj (7) hm... No i życie toczy się dalej, bez względu na fakt, że czyjaś historia właśnie dobiegła końca. Pogrzeb był z salwami i księdzem, który nie omieszkał zauważyć, że mój Dziadek jako wojskowy i katolik był prawdziwym Polakiem i patriotą. Przespałam i przepiłam cztery ostatnie dni. Nawet nie sądziłam, że aż tak muszę odreagować. A teraz znowu do przodu. Mam długą listę spraw do załatwienia, żadna nie należy do przyjemnych. Urząd taki i śmaki, cholerny egzamin na prawo jazdy, milion pism i powiadomień. Bleee... Gdybyż tak chociaż była wiosna... No dobra, zejdźmy na ziemię - gdybym chociaż miała kurtkę zimową z prawdziwego zdarzenia... Prawdziwe zdarzenie = zajebiscie ładna, zajebiście ciepła, zajebiście lekka i Boże broń nie w kolorze czarnym i nie za 1000 złotych. toandfro 2011-11-14 13:42:30 skomentuj (0) |
portale i inne blogi dzieci dylematy filolożki angielski ciążowy miejsca na wzgórzu Mazury uroda włosy zdolne kobiety w sieci GABA Ewa tasso drakonaria zwierzaki geniusz szczura retrievery z Nowej Szkocji welsh corgi cardigan SHSRP PETA odmiany szczurów odmiany szczurów odmiany szczurów ogonki mądre kobiety w sieci będąc mamą nastolatka idiomka mama Zuzi ryba talula stula mama Mateuszka andzelika tasso arwen vel binti fenix-felix gdzie warto stracić kasę trendymania drakonaria biżuteria i dodatki wizaż kreateria koszulki rękodzieło biżuteria ładne rzeczy dla faceta i ciała dla duszy i ciała kącik wymiany |